Czy Dany'emu Torresowi, który kolejny sezon poluje na zwycięstwo w całej serii w końcu się uda? - Mam szansę, ale muszę pojechać perfekcyjnie. Po Madrycie jestem w pełni sprawny i gotowy na Poznań - mówi Hiszpan w rozmowie z Off.sport.pl
Średnio - ile razy w sezonie jesteś kontuzjowany?
Dany Torres: Ciężko mi powiedzieć, nigdy tego nie liczyłem. Powiedzmy, że jedna kontuzja na sezon. Na szczęście te poważniejsze omijają mnie od kilku lat.
Pomyłka w powietrzu zawsze oznacza uraz?
Jeśli się pomylisz w trakcie wykonywania triku, to masz większe szanse na upadek. Jeśli upadniesz, to masz większe szanse na złapanie kontuzji. Ale czasami jesteśmy świadkami naprawdę ciężkich upadków, po których zawodnicy wstają cali i zdrowi. Nie ma reguły.
A co z twoim wypadkiem w Rzymie? Później wygrałeś w Madrycie, ale czy do Polski przyjeżdżasz w pełni sił?
Nie chcę pamiętać o tym śmiesznym wypadku. To był dopiero mój pierwszy skok na zawodach, wykonywałem trik, który naprawdę nieźle mi wychodzi. Stopa ześlizgnęła się ze wspornika i wywróciłem się. Szkoda, bo dobrze poszło mi w kwalifikacjach i czułem, że mogę wygrać. Po Madrycie jest wspaniale i jestem gotowy na Poznań
Wracasz do Polski po trzech latach. Pamiętasz zawody w 2008 roku kiedy wygrałeś w Warszawie?
Łatwo sobie wyobrazić, że mam wspaniałe w wspomnienia z tamtych chwil. Wygrana w X-Fighters zawsze jest ekstremalnie trudna, więc to było coś niezwykłego. Wtedy nie miałem jeszcze wielkiego doświadczenia na imprezach takiej rangi. Tym bardziej się cieszyłem, to było ważne, bo udowodniłem, że jestem w stanie wygrywać wielkie zawody.
Ojciec kupił ci motocykl, kiedy miałeś trzy lata. To normalne?
Szczerze, normalnym prezentem w takim wieku byłaby piłka albo rakieta. Jednak w moim przypadku to nie było zaskoczenie. Tata kochał motory, a motocross w szczególności. Dlatego nie wahał się specjalnie i kupił mi motor.
Jesteś popularny w Hiszpanii. Kibice mają Barcelonę, Real, Rafaela Nadala, Fernando Alonso, a jednak znajdują czas na oglądanie motocrossu. Jak to się dzieje?
To prawda, że piłka nożna i tenis są popularne, ale Hiszpania ma wielką tradycję i kocha sporty motorowe jak Formuła 1 czy MotoGP. X-Fighters wypromowało freestyle właśnie tutaj. Stąd wielu fanów.
Jak wygląda życie w ekipie Red Bull X-Fighters?
Dla zawodnika oznacza to przede wszystkim mnóstwo podróży, jet leg [zespół nagłej zmiany strefy czasowej - przyp. red], zagubiony bagaż, itd., itd. Czasami to bardzo stresujące. Poza tym mamy bardzo napięty grafik. Przyjeżdżam do nowego miejsca i mam dwa, trzy dni ciężkiej pracy. Długie dni, w których jeżdżę przez długie godziny, udzielam wywiadów, robią mi zdjęcia. Na koniec od razu lecę do domu, więc nie mam czasu na zwiedzanie, zakupy. Mimo wszystko opiekują się nami całkiem nieźle. Czujemy się jak w jednej wielkiej rodzinie.
Masz jakieś techniki panowania nad stresem przed zawodami?
Nic specjalnego. Podróżuję z bratem i ojcem, którzy są również moimi mechanikami. Udzielają mi rad i mnóstwo wsparcia. Pomagają skupić się na zawodach.
Sytuacja przed Poznaniem jest ciekawa. Andre Villa jest liderem, ale do gry wraca Nate Adams. Po kontuzji będzie chciał znów objąć prowadzenie. Masz z nimi szanse?
Obaj świetnie się prezentują, ale wiem że ja też mogę wygrać dwa ostatnie przystanki, jeśli tylko pojadę na maksimum moich możliwości i nie popełnię żadnego błędu. Będzie gorąco.
Zmieniłbyś coś w zasadach zawodów? Jaka jest ich przyszłość?
Zawsze można niby coś poprawić, ale to nie takie ważne. Formuła jest dobra. Nie wiem czy idealna, ale na pewno X-Fighters to najlepsze zawody FMX na świecie. A przyszłość? Długa. Wiele lat i wiele nowych przystanków, by seria była jeszcze bardziej globalna.