Euro 2012. 75 tys. osób odwiedziło w niedzielę Stadion Narodowy

Ogromne zainteresowanie wzbudził niedzielny dzień otwarty na Stadionie Narodowym w Warszawie. Z pierwszej okazji zwiedzenia nowoczesnej areny skorzystało 75 tysięcy osób, z których spora część przyjechała specjalnie w tym celu spoza stolicy.

Przed wejściem do tunelu prowadzącego na płytę boiska już na godzinę przed otwarciem czekało kilkaset osób. Stadion został udostępniony przed 10 i od tej chwili co godzinę do wnętrza wchodziło około sześciu tysięcy zwiedzających.

- Jestem autentycznie wzruszony, widząc takie tłumy. To najlepszy dowód, jak bardzo ten nowoczesny stadion był potrzebny Warszawie - skomentował nadspodziewaną frekwencję minister sportu Adam Giersz.

- Nasi wolontariusze dokładnie liczą zwiedzających. Przed południem w każdej godzinie wchodziło na płytę około sześciu tysięcy osób" - cieszył się prezes Narodowego Centrum Sportu Rafał Kapler. Po godzinie 18, kiedy zamknięto już bramy stadionu, okazało się, że w niedzielę przewinęła się przez płytę boiska rekordowa liczba 75 tys. osób.

Uczestnicy niedzielnego spaceru wchodzili do wnętrza stadionu od strony ulicy Wybrzeże Szczecińskie wprost na ogromny, betonowy plac, na którym za kilka miesięcy ułożona zostanie murawa. Na czterech ogromnych ekranach można było obejrzeć filmy dokumentujące najważniejsze etapy budowy. Wielkim powodzeniem cieszyła się wystawa fotogramów oraz stoisko, gdzie można było złożyć aplikację do służby stewardingowej Stadionu Narodowego.

- Przygotowaliśmy 500 formularzy dla chętnych do społecznej pracy podczas imprez organizowanych na stadionie. Już po godzinie musieliśmy dodrukować kolejne, tak wielu było chętnych - powiedziała rzeczniczka NCS Daria Kulińska.

Największe zainteresowanie budziła jednak udostępniona dla wszystkich chętnych trybuna zachodnia, znajdująca się w strefie biznesowej. Kolejka osób pragnących osobiście wypróbować jakość czerwonych i srebrzystych krzesełek była tak długa, że wiła się od wejścia na płytę po całym boisku. Nie odstraszało to amatorów pamiątkowych zdjęć, którzy cierpliwie czekali po kilkadziesiąt minut na okazję zajęcia miejsca na trybunie.

Krzesełka chwalił "król kibiców" Andrzej Bobowski. Znany nie tylko w kraju, ubrany w "służbowy" strój (czerwony aksamitny płaszcz z obowiązkową koroną), był pod wrażeniem ogromu obiektu i nowoczesnych rozwiązań architektonicznych.

- Krzesełka są znakomite, widoczność doskonała z każdego miejsca - ocenił Bobowski, który zasiadał przez ostatnie dziesiątki lat na setkach stadionów na całym świecie.

Wśród zwiedzających byli także mniej zorientowani, ale zainteresowani samym procesem budowy. Wielu z nich miało okazję omówić szczegóły z osobą najbardziej kompetentną, jednym z autorów projektu Stadionu Narodowego Mariuszem Rutzem. Architekt cierpliwie odpowiadał na dziesiątki mniej i bardziej fachowych pytań, wyjaśniając m.in. zasadę działania ruchomego dachu nad płytą boiska.

- Wszystkie elementy zostaną zmontowane we wrześniu i mam nadzieję, że będzie okazja zademonstrować działanie tego nowatorskiego rozwiązania podczas podobnej jak dziś imprezy. To będzie bardzo efektowne widowisko - zapewnił Rutz.

Wiele osób interesowało się górującą nad boiskiem 70-metrową iglicą, zawieszoną na konstrukcji ze stalowych lin. Jej najwyższy punkt wznosi się ponad 100 metrów nad poziomem płynącej obok stadionu Wisły. Z kolei najniższy punkt znajduje się ponad 30 metrów nad płytą boiska.

- Jak się tam dostać, kiedy trzeba będzie przeprowadzić jakąś naprawę lub konserwację? - interesował się pan Zbigniew, emerytowany budowlaniec z Warszawy. Rutz wyjaśnił, że można wjechać na górę pomostu otaczającego iglicę linową windą. - - Wszystkie elementy mają 20 lat gwarancji, nawet czerwona lampka na samym szczycie - uspokajał Rutz.

- Organizacyjnie byliśmy przygotowani na tak dużą liczbę zwiedzających, ale - prawdę mówiąc - nie spodziewaliśmy się tak wielkiego zainteresowania. Bardzo pomogły nam służby miejskie, mocno zaangażowało się 300 wolontariuszy przygotowanych przez miasto. Widzimy dziś, jak potrzebna była taka impreza i będziemy się starać zorganizować podobny dzień otwarty jeszcze przed oficjalnym otwarciem stadionu - zapowiedziała Kulińska.

Boks. Paweł Wolak rzuca wyzwanie mistrzowi świata

Paweł Wolak rzucił wyzwanie Corneliusowi Bundrage'owi, mistrzowi świata federacji IBF w kategorii junior średniej. 29-letni pięściarz pochodzący z Dębicy kolejny pojedynek ma stoczyć 3 grudnia w Nowym Jorku i właśnie ten termin proponuje Amerykaninowi.

Paweł Wolak rzucił wyzwanie Corneliusowi Bundrage'owi, mistrzowi świata federacji IBF w kategorii junior średniej. 29-letni pięściarz pochodzący z Dębicy kolejny pojedynek ma stoczyć 3 grudnia w Nowym Jorku i właśnie ten termin proponuje Amerykaninowi.

- Mam nadzieję, że Bundrage nie przemieni się nagle w kotka i znajdzie w sobie dostatecznie dużo odwagi, aby wyjśc ze mną do ringu i postawić na szalę swój tytuł. Cornelius często mówi o tym, że wszyscy go unikają i obawiają się. Oto jestem. Mam ustaloną datę kolejnej walki na 3 grudnia. Skorzystajmy z tej okazji - przekonuje Wolak, który po raz ostatni wychodził na ring dwa tygodnie temu. W nowojorskiej Roseland Ballroom "Wściekły Byk" po emocjonujących 10 rundach zremisował z Delvinem Rodriguezem.

X-Fighters. Dany Torres: W Poznaniu będzie

Czy Dany'emu Torresowi, który kolejny sezon poluje na zwycięstwo w całej serii w końcu się uda? - Mam szansę, ale muszę pojechać perfekcyjnie. Po Madrycie jestem w pełni sprawny i gotowy na Poznań - mówi Hiszpan w rozmowie z Off.sport.pl

Średnio - ile razy w sezonie jesteś kontuzjowany?

Dany Torres: Ciężko mi powiedzieć, nigdy tego nie liczyłem. Powiedzmy, że jedna kontuzja na sezon. Na szczęście te poważniejsze omijają mnie od kilku lat.

Pomyłka w powietrzu zawsze oznacza uraz?

Jeśli się pomylisz w trakcie wykonywania triku, to masz większe szanse na upadek. Jeśli upadniesz, to masz większe szanse na złapanie kontuzji. Ale czasami jesteśmy świadkami naprawdę ciężkich upadków, po których zawodnicy wstają cali i zdrowi. Nie ma reguły.

A co z twoim wypadkiem w Rzymie? Później wygrałeś w Madrycie, ale czy do Polski przyjeżdżasz w pełni sił?

Nie chcę pamiętać o tym śmiesznym wypadku. To był dopiero mój pierwszy skok na zawodach, wykonywałem trik, który naprawdę nieźle mi wychodzi. Stopa ześlizgnęła się ze wspornika i wywróciłem się. Szkoda, bo dobrze poszło mi w kwalifikacjach i czułem, że mogę wygrać. Po Madrycie jest wspaniale i jestem gotowy na Poznań

Wracasz do Polski po trzech latach. Pamiętasz zawody w 2008 roku kiedy wygrałeś w Warszawie?

Łatwo sobie wyobrazić, że mam wspaniałe w wspomnienia z tamtych chwil. Wygrana w X-Fighters zawsze jest ekstremalnie trudna, więc to było coś niezwykłego. Wtedy nie miałem jeszcze wielkiego doświadczenia na imprezach takiej rangi. Tym bardziej się cieszyłem, to było ważne, bo udowodniłem, że jestem w stanie wygrywać wielkie zawody.

Ojciec kupił ci motocykl, kiedy miałeś trzy lata. To normalne?

Szczerze, normalnym prezentem w takim wieku byłaby piłka albo rakieta. Jednak w moim przypadku to nie było zaskoczenie. Tata kochał motory, a motocross w szczególności. Dlatego nie wahał się specjalnie i kupił mi motor.

Jesteś popularny w Hiszpanii. Kibice mają Barcelonę, Real, Rafaela Nadala, Fernando Alonso, a jednak znajdują czas na oglądanie motocrossu. Jak to się dzieje?

To prawda, że piłka nożna i tenis są popularne, ale Hiszpania ma wielką tradycję i kocha sporty motorowe jak Formuła 1 czy MotoGP. X-Fighters wypromowało freestyle właśnie tutaj. Stąd wielu fanów.

Jak wygląda życie w ekipie Red Bull X-Fighters?

Dla zawodnika oznacza to przede wszystkim mnóstwo podróży, jet leg [zespół nagłej zmiany strefy czasowej - przyp. red], zagubiony bagaż, itd., itd. Czasami to bardzo stresujące. Poza tym mamy bardzo napięty grafik. Przyjeżdżam do nowego miejsca i mam dwa, trzy dni ciężkiej pracy. Długie dni, w których jeżdżę przez długie godziny, udzielam wywiadów, robią mi zdjęcia. Na koniec od razu lecę do domu, więc nie mam czasu na zwiedzanie, zakupy. Mimo wszystko opiekują się nami całkiem nieźle. Czujemy się jak w jednej wielkiej rodzinie.

Masz jakieś techniki panowania nad stresem przed zawodami?

Nic specjalnego. Podróżuję z bratem i ojcem, którzy są również moimi mechanikami. Udzielają mi rad i mnóstwo wsparcia. Pomagają skupić się na zawodach.

Sytuacja przed Poznaniem jest ciekawa. Andre Villa jest liderem, ale do gry wraca Nate Adams. Po kontuzji będzie chciał znów objąć prowadzenie. Masz z nimi szanse?

Obaj świetnie się prezentują, ale wiem że ja też mogę wygrać dwa ostatnie przystanki, jeśli tylko pojadę na maksimum moich możliwości i nie popełnię żadnego błędu. Będzie gorąco.

Zmieniłbyś coś w zasadach zawodów? Jaka jest ich przyszłość?

Zawsze można niby coś poprawić, ale to nie takie ważne. Formuła jest dobra. Nie wiem czy idealna, ale na pewno X-Fighters to najlepsze zawody FMX na świecie. A przyszłość? Długa. Wiele lat i wiele nowych przystanków, by seria była jeszcze bardziej globalna.

MŚ w pływaniu. Konrad Czerniak drugi na 100 metrów stylem motylkowym

Konrad Czerniak w wyścigu na 100 metrów stylem motylkowym z wynikiem 51,15 s. zajął drugie miejsce. To jedyny medal dla Polaków na mistrzostwach świata w Szanghaju. Wygrał Michael Phelps, rekordzista świata na tym dystansie z wynikiem 50,71 trzeci był Tyler Mc Gill (51,26).

Sergiej Pareiko nie zagra z Widzewem

Estoński bramkarz na łamach "Przeglądu Sportowego" wyjaśnił, że nie chce ryzykować przed rewanżowym meczem eliminacji do Ligi Mistrzów z Liteksem Łowecz
Pareiko doznał urazu tuż przed pierwszym spotkaniem z Liteksem. Wznowił już treningi, a trener Robert Maaskant twierdził, że jego występ w sobotnim spotkaniu z Widzewem nie jest niemożliwy. Wątpliwości rozwiał jednak sam zainteresowany. - Czuję się lepiej. Trenuję, rzucam się, bronię strzały i schodzę do szatni bez bólu, ale wiem, że może się on pojawić w każdej chwili. Dlatego porozmawiałem z trenerem oraz Pawłem Primelem [trenerem bramkarzy Wisły - przyp. red.] i wspólnie postanowiliśmy, że nie ma sensu ryzykować. Chcę się wyleczyć na rewanż z Liteksem - powiedział Pareiko w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

Między słupkami mistrzów Polski po raz drugi z rzędu stanie tym samym Serb Milan Jovanić.

Gwiazdy NBA na Filipinach. Weekend za 400 tys. dolarów

Drużyna złożona z czołowych koszykarzy NBA rozegrała w weekend dwa pokazowe mecze w Manili na Filipinach i oba przeciwko lokalnym gwiazdkom z łatwością wygrała. Kobe Bryant, Kevin Durant i Derrick Rose za dwa dni pracy zarobili po 400 tys. dolarów.


Czytaj dalej


F1. Duże zmiany regulaminu wprowadzone bez zgody zespołów

W ferworze walki pomiędzy Red Bullem, Ferrari i McLarenem o kolejne punkty mistrzostw świata, kwestia przepisów na sezon 2014 zeszła na drugi plan. Zmiany ogłoszone ostatnio przez FIA są jednak poważne i - jak się okazuje - zostały zatwierdzone bez konsultacji z ekipami Formuły 1, co budzi ich niezadowolenie. Teamy zrzeszone w organizacji FOTA starają się działać według zasady "nic o nas, bez nas".
- Jesteśmy trochę zaniepokojeni faktem, że ogłasza się zmiany w przepisach, które nie zostały ani autoryzowane, ani przedyskutowane z naszą grupą techniczną (Technical Working Group - zespół ekspertów, powołanych przez ekipy Formuły 1, obecnie dowodzony przez Jamesa Allissona, czyli dyrektora technicznego Lotus Renault - przyp. red.) - powiedział serwisowi sport.pl szef teamu Lotus Renault. - Wygląda, że FIA bardzo chce zrobić coś innego niż my. Federacja nie powinna samodzielnie wprowadzać przepisów, które mogą mieć dramatyczne konsekwencje finansowe dla ekip. Stworzyliśmy przecież specjalny system, aby upewnić się, że ważne zmiany będą podejmowane wraz z nami. Najwyraźniej nie działa jeszcze wystarczająco dobrze - dodał Eric Boullier.

W samochodach F1 mają się pojawić rozruszniki - tak, aby kierowca w każdym momencie mógł samodzielnie odpalić silnik. Dotychczas mogli to zrobić wyłącznie mechanicy, podłączając specjalny zewnętrzny rozrusznik. Jeśli kierowca wypadł z toru i zgasił motor, jego występ był skończony. Inny, bardzo interesujący punkt regulaminu nakazuje przejazd przez aleję serwisową wyłącznie przy użyciu energii elektrycznej, co oznacza, że zjeżdżając na pit stopy kierowcy nie będą mogli używać silników spalinowych. Kolejny zapis dotyczy skrzyń biegów, które od 2014 roku mają mieć obowiązkowo aż osiem przełożeń.